- Skąd weźmiemy klucz? – dopytywał się Konrad niecierpliwie potrząsając grzywą.
- Wiem tyle co ty. Nie wierć się tak, bo myślę. – odpowiedział spokojnie lew i podrapał się łapą po głowie
Starszak rozglądał się wkoło, ale nie dostrzegł niczego nadzwyczajnego. Wokół latarni rosła trawa, a parę kroków od nich stała oparta o ścianę łopata.
- Szkoda, że nie mamy drabiny. Moglibyśmy dzięki niej… -zaczął Konra
- Chodźcie, chodźcie tu szybko! - przerwał mu Starszak, który w między czasie podszedł do łopaty, a teraz pochylał się nad nią i wpatrywał się intensywnie w coś tuż obok ściany latarni.
Przyjaciele podbiegli do niego. Zobaczyli, że trzyma w ręku papierowy rulonik. Kiedy go rozwinął w środku znajdowało się to.

- To chyba jest mapa. – niepewnie stwierdził lew. – I co to wszystko znaczy?
- Musimy wykopać tunel w tym miejscu, gdzie jest krzyżyk. Tutaj zakopany jest klucz.- Starszak chwycił łopatę, wymierzył cztery kroki w kierunku Księżycowego Lasu, potem obrócił się w stronę morza i jeszcze przeszedł siedem kroków i ...
Wiecie kochani, kopanie nie jest wcale łatwą sprawą. Wymaga siły i nieco techniki. Na szczęście ziemia pod trawą była wyjątkowo lekka i Starszak nie męczył się. Właściwie to szło mu szybko i bardzo sprawnie. Fasolki mówią, ze to na pewno jest magiczna łopata, bo przecież one coś wiedzą na temat wykopywania, przekopywania i zakopywania. Dodatkowo widziały jak dziadek Starszaka i Bobo kopał ziemię, aby zrobić grządki i był to nie lada wyczyn. W porządku, ustalmy więc ,że jest to magiczna łopata i wróćmy do naszej historii.
W trakcie pracy Starszak zahaczył o coś magiczną łopatą. Lew pomógł mu odgarnąć ziemię i oczom przyjaciół ukazały się drzwi. Były zrobione z jasnego drewna, pośrodku z lewej strony znajdowała się mosiężna klamka. Lew ją nacisnął i drzwi bezszelestnie się otworzyły. Przyjaciele zobaczyli strome schody prowadzące w głąb podziemnego korytarza.
- Przynajmniej nie musisz już kopać. – powiedział niepewnie Konrad i dodał – Kto wchodzi pierwszy?
- Poprowadzę was. – powiedział pan Leon i wyprostował się z dumą. Nie czekając na odpowiedź, wskoczył na pierwszy stopień i po sekundzie zniknął w ciemnościach. Starszak i Konrad zeszli za lwem ostrożnie na dół. Na szczęście korytarz był dobrze oświetlony. Ściany wydawały się solidne, a strop przytrzymywany był drewnianymi belkami. Ruszyli gęsiego. Korytarz na początku drogi nie rozwidlał się, ale po pewnym czasie ujrzeli skrzyżowanie dwóch szlaków. Tym razem nie zastanawiali się długo i wybrali dróżkę, z której dochodził hałas. Dźwięk przypominał równomierne uderzenia szklanych kuleczek. Brzdęk, brzdęk, brzdęk, słychać było miarowe. Im bliżej nieznanego dźwięku, tym wyraźniej smuga światła sączyła się z tunelu, którym szli przyjaciele. BRZDĘK, BRZDĘK, BRZDĘK.
Kiedy dotarli na miejsce ujrzeli malutkie pomieszczenie, bardzo jasno oświetlone. Kiedy przyjrzeli się z bliska lampie, zauważyli, że wewnątrz niej zamiast żarówki znajdują się świetliki i to one były źródłem światła. W kąciku na drewnianym trójnogu leżały trzy klucze, które rozmawiały ze sobą, od czasu do czasu zderzały się, wydając znajomy dźwięk. Dziwne pomyślał Starszak i w tym momencie jeden z kluczy zauważył trójkę gości, zeskoczył z taboretu i powiedział:
Jeden z nas jest dla was,
Wybierzcie dokładnie, bo ktoś inny go skradnie.
Płakać nie będziemy,
Latarnie na zawsze zamkniemy!
- Fantastycznie, tylko jak mamy poznać, który z was jest właściwy… – wtrącił się pan Leon
- Mamy dla was zagadkę – odpowiedział drugi z kluczy. Trzeba dodać, że wszystkie trzy był jednakowe. Nie różniły się od siebie nawet odcieniem tajemniczego materiału, z którego były zrobione.
- Jeśli odgadniecie , do latarni wejdziecie – dorzucił trzeci klucz i wszystkie zaśmiały się zgrzytliwie.
- Spokój! – zawołał pierwszy klucz do pozostałych.- Posłuchajcie, a potem odgadujcie. – zwrócił się uprzejmie do Starszaka. Zaczęły równocześnie recytować taki oto wierszyk:
Gdy odgadniesz tę zagadkę,
Dostaniesz kluczyk gładki.
Jednakowi bracia trzej,
Strzegą tajemnicy swej:
Pierwszy dwa wgłębienia ma,
Drugi prosty jest jak drwa,
U trzeciego ząbek krótszy.
Ten pasuje do latarnia bram,
Wybierz go, a wejdziesz tam!
- Wiem! - zawołał Starszak i wskazał na trzeci klucz, który różnił się od pozostałych tym, że musiał pasować do konkretnej dziurki w drzwiach ze względu na swój zamek.
- Zgoda! - Zawołał pierwszy z kluczy. - Jaka szkoda, nasz braciszek trzeci z wami dziś odleci! – dorzucił, bo rzeczywiście wybrany klucz uniósł się w powietrzu i wpadł do ręki Starszaka.
- Nareszcie znajdziemy twoją mamę. – rzekł Konrad, kiedy wychodzili z tunelu.
A może koń Konrad się myli? Cóż, tego dowiecie się w następnej części przygód trójki przyjaciół. Zapraszamy do przeczytania następnej części… a teraz idę przesadzić Fasolki do większych doniczek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz