Szelki Szymka
Spieszył
Szymek do Szczecina.
Pociąg szparko
mknie po szynach,
Aż Szymkowi
spadły szelki,
Uczyniły hałas
wielki.
Szybko, szybko
Szymek łapie
Szelki, co jadą na gapę.
Naraz patrzy
przestraszony,
Spodnie lecą
jak szalone.
Wszyscy
śmieją się w przedziale,
Szymek
czerwienieje cały.
Szepce
speszony pod nosem:
Szelki
wracajcie, ja proszę!
Do
przedziału kasjer wpada,
wnet szarada się układa:
Jaki bilet
wydać szelkom,
aby w szkodę
nie wpaść wielką?
Sprzedać
bilet im miesięczny?
Cóż,czasowy
też jest wdzięczny.
Może
przejazd w jedną stronę?
Szelki syczą
przerażone.
Szymka ręka już się skrada…
Szczypać
szelki to przesada!
Pstryk,
zatrzasnął je szybciutko,
Podróż miały
zatem krótką!
