22 kwietnia 2013

O widelczyku, który miał tylko dwa ząbki

 Całkiem niedawno, nie za górami i za lasami, tylko tuż za rogiem, w białym domku, należącym do miłej rodzinki, mieszkał sobie widelec. Leżał wygodnie w przestronnej szufladzie razem z innymi sztućcami. Jego sąsiadami były duże łyżki i małe łyżeczki deserowe, noże do krojenia chleba i serów, a nawet okrągły nóż do pizzy. W najmniejszych przegródkach odpoczywał otwieracz i wiercił się korkociąg oraz pobrzękiwały kapsle, a w przegródce naprzeciw naszego widelczyka wygodnie spały widelce. Zapomniałam jednak dodać, że wspomniany widelczyk nie przypominał wyglądem innych widelców, które mają po cztery ząbki. 

Nasz bohater miał tylko dwa wąskie, zakurzone zęby. W czasie posiłków zostawał w szufladzie całkowicie sam i rozmyślał, jak to wspaniale byłoby leżeć na obrusie tuż obok talerza z parującymi ziemniaczkami, chrupiącą sałatą i soczystym mięsem, a potem wskoczyć pod prysznic z pozostałymi sztućcami albo popływać sobie w pachnącej pianie.


Niestety, nikt nigdy nie zaprosił go na obiad lub kolację. Leżał więc bezczynnie całymi dniami w ciemnej szufladzie. Często płakał i rozmyślał nad swoim losem.


Gdyby chociaż miał przyjaciół… Tylko nóż do pizzy dostrzegał smutek widelczyka. Wiedział, co to znaczy być innym od wszystkich. Powtarzał mu, że jest jedyny, a przez to wyjątkowy. Wspierał go, a  kiedy inne widelce śmiały się z widelczyka i nazywały go Bezząbkiem, choć miał przecież dwa okazałe zęby, mówił: Nie martw się, kiedyś odnajdziesz swoje miejsce na stole. Pewnego dnia jedna z łyżek powiedziała, że niewątpliwie ktoś połamał mu zęby i dlatego zostały mu tylko dwa. Wtedy nóż do krojenia chleba dodał po cichu, że w związku z tym widelczyk na pewno zostanie wyrzucony. Po co komu zepsuty widelec? Wszyscy się z nim zgodzili. Zgodził się z nim także nasz widelczyk, choć smutek wypełnił jego metalowe ciało.

- Kim jestem? -myślał- Nóż do pizzy jest inny od pozostałych noży, ale wie, do czego służy, a ja…jestem po prostu zepsuty.


Wreszcie przyszedł dzień wielkich porządków. Zbliżały się święta albo inna ważna okazja i cała rodzinka postanowiła posprzątać w kuchennych szafkach. Mama zaczęła przeglądać sztućce. Kiedy ujrzała Bezząbka, wyciągnęła go z szuflady i odłożyła na bok. Żegnajcie – zdążył jeszcze zawołać. Nawet sztućce, które do tej pory nie były zbyt miłe dla niego, poczuły smutek. Domyślały się, że widelczyk już do nich nie wróci.


Miały rację, rzeczywiście nie wrócił, ale nie dlatego, że został wyrzucony. Stało się inaczej niż przepowiadał nóż do chleba. Mama napuściła letnią wodę  do zlewozmywaka, dodała parę kropel pachnącego płynu do mycia naczyń i już widelczyk zanurzał się w pachnącej pianie. Obok niego pływały chochle i  dostojna, świąteczna waza. Widelczyk od razy opadł na dno, bo nie chciał, żeby tak wspaniałe naczynia zobaczyły go i zaczęły się z niego śmiać. Wtedy dostrzegł, że na dnie leży wielki widelec z dwoma zębami i pięć małych widelczyków dokładnie takich jak on.

- Kim jesteście? - zawołał zdziwiony.

- Witaj, kolego! – odpowiedział duży widelec -  Jesteśmy sztućcami na wyjątkowe okazje. Ja przytrzymuję pieczeń, aby nóż mógł ją idealnie pokroić w plastry. A wy – tutaj wskazał na widelczyka i pozostałe widelce - zajmujecie się słodką robotą, czyli dzielicie na kawałki świąteczny tort. Dzieci to uwielbiają!
- Niemożliwe, przecież chciano mnie wyrzucić! – zdziwił się nasz bohater.
- Oj, na pewno nie, głuptasku. - powiedziała niespodziewanie waza - Przecież jesteś częścią świątecznej zastawy, takiej do zadań specjalnych - i mrugnęła okiem do naszego widelczyka. 
Wszyscy zaczęli się śmiać. Śmiali się serdecznie i tak, że widelczyk poczuł się wreszcie częścią tej wspaniałej rodziny, bo ten śmiech łączył, a nie dzielił.

Po świątecznym obiedzie widelczyk trafił do podłużnego pudełeczka wyścielonego atłasową poduszeczką. Był tak zmęczony, że natychmiast zasnął. A śniło mu się, że został królem… ale to już inna historia.