Całkiem niedawno, nie za górami i za lasami, tylko tuż za
rogiem, w białym domku, należącym do miłej rodzinki, mieszkał sobie widelec.
Leżał wygodnie w przestronnej szufladzie razem z innymi sztućcami. Jego sąsiadami
były duże łyżki i małe łyżeczki deserowe, noże do krojenia chleba i serów, a
nawet okrągły nóż do pizzy. W najmniejszych przegródkach odpoczywał otwieracz i
wiercił się korkociąg oraz pobrzękiwały kapsle, a w przegródce naprzeciw naszego
widelczyka wygodnie spały widelce. Zapomniałam jednak dodać, że wspomniany
widelczyk nie przypominał wyglądem innych widelców, które mają po cztery ząbki.
Nasz bohater miał tylko dwa wąskie, zakurzone zęby. W czasie posiłków zostawał w
szufladzie całkowicie sam i rozmyślał, jak to wspaniale byłoby leżeć na obrusie
tuż obok talerza z parującymi ziemniaczkami, chrupiącą sałatą i soczystym
mięsem, a potem wskoczyć pod prysznic z pozostałymi sztućcami albo popływać
sobie w pachnącej pianie.
Niestety, nikt nigdy nie zaprosił go na obiad lub kolację. Leżał
więc bezczynnie całymi dniami w ciemnej szufladzie. Często płakał i rozmyślał
nad swoim losem.
Gdyby chociaż miał przyjaciół… Tylko nóż do pizzy dostrzegał
smutek widelczyka. Wiedział, co to znaczy być innym od wszystkich. Powtarzał
mu, że jest jedyny, a przez to wyjątkowy. Wspierał go, a kiedy
inne widelce śmiały się z widelczyka i nazywały go Bezząbkiem, choć miał przecież
dwa okazałe zęby, mówił: Nie martw się, kiedyś odnajdziesz swoje miejsce na
stole. Pewnego dnia jedna z łyżek powiedziała, że niewątpliwie ktoś połamał mu
zęby i dlatego zostały mu tylko dwa. Wtedy nóż do krojenia chleba dodał po
cichu, że w związku z tym widelczyk na pewno zostanie wyrzucony. Po co komu
zepsuty widelec? Wszyscy się z nim zgodzili. Zgodził się z nim także nasz
widelczyk, choć smutek wypełnił jego metalowe ciało.
- Kim jestem? -myślał- Nóż do pizzy jest inny od pozostałych
noży, ale wie, do czego służy, a ja…jestem po prostu zepsuty.
Wreszcie przyszedł dzień wielkich porządków. Zbliżały się święta
albo inna ważna okazja i cała rodzinka postanowiła posprzątać w kuchennych
szafkach. Mama zaczęła przeglądać sztućce. Kiedy ujrzała Bezząbka, wyciągnęła
go z szuflady i odłożyła na bok. Żegnajcie – zdążył jeszcze zawołać. Nawet
sztućce, które do tej pory nie były zbyt miłe dla niego, poczuły smutek. Domyślały
się, że widelczyk już do nich nie wróci.
- Kim jesteście? - zawołał zdziwiony.
- Witaj, kolego! – odpowiedział duży widelec - Jesteśmy sztućcami na wyjątkowe okazje. Ja przytrzymuję
pieczeń, aby nóż mógł ją idealnie pokroić w plastry. A wy – tutaj wskazał na
widelczyka i pozostałe widelce - zajmujecie się słodką robotą, czyli dzielicie
na kawałki świąteczny tort. Dzieci to uwielbiają!
- Niemożliwe, przecież
chciano mnie wyrzucić! – zdziwił się nasz bohater.
- Oj, na pewno nie, głuptasku. - powiedziała niespodziewanie
waza - Przecież jesteś częścią świątecznej zastawy, takiej do zadań specjalnych
- i mrugnęła okiem do naszego widelczyka.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Śmiali się
serdecznie i tak, że widelczyk poczuł się wreszcie częścią tej wspaniałej
rodziny, bo ten śmiech łączył, a nie dzielił.
Po świątecznym obiedzie widelczyk trafił do podłużnego pudełeczka
wyścielonego atłasową poduszeczką. Był tak zmęczony, że natychmiast zasnął. A
śniło mu się, że został królem… ale to już inna historia.