18 czerwca 2013

Wiercipiętek łowi ryby na niby :)



Nazywam się Bąbelek, jestem pluszowym pieskiem. Mam brązowe futerko, długie miękkie uszy i plastikowy nosek. Stoję na półce z książkami. A tak naprawdę, to całymi dniami wyleguję się obok Ferdynanda Wspaniałego i Pana Maluśkiewicza  obserwując, co wyprawiają mieszkańcy błękitnego pokoju.

Błękitny pokój ma oczywiście niebieskie ściany. Na jednej z nich wymalowano ogromnego pingwina w czerwonej czapeczce urodzinowej. Trochę jest dziwny, ten zadowolony pingwin… Pewnie przypłynął z lodowej krainy, o której opowiadają sobie szeptem domownicy wieczorami. Razem ze mną mieszka tutaj rodzeństwo: Hania, moja właścicielka i Julek, jej młodszy brat, którego nazywam Wiercipiętkiem. Dlaczego? Posłuchajcie


Przygoda pierwsza: Wiercipiętek łowi ryby na niby

 


Rano Wiercipiętek był nieco zaspany. Rozczochrane włosy, przymknięte powieki oraz parę narysowanych piegów, które pamiętały wczorajsze zabawy. Wstał z łóżka i zdziwiony rozglądał się po całym pokoju. Czegoś szukał, ale raczej nie znalazł, bo podrapał się po nosku i poszedł do łazienki. Siedział w niej chwilkę, a potem wrócił, a raczej wpadł do pokoju i zaczął myszkować po wszystkich zakamarkach. Hałasował za dwóch, więc Hania otworzyła jedno oko i mruknęła:

- Julek, wstajemy do przedszkola?

- Tak… ale właśnie czegoś szukam… – odparł Wiercipiętek i zanurkował pod komodę.Za sekundę rozległ się trzask. Wiercipiętek krzyknął: Auć, moja głowa  i w płacz. Zbiegli się wszyscy. Mama pomagała wyjść głowie spod komody, a tata ciągnął za nogi. Hania, która nie za bardzo wiedziała, za co może ciągnąć, chwyciła tatę w pasie. Tak na wszelki wypadek, gdyby tatuś dzisiejszego ranka nie miał wystarczającej siły, żeby wyciągnąć Wiercipiętka. A ten ostatni darł się tak, ze pingwin na ścianie zatkał sobie uszy.


Kiedy całe zamieszanie się wyjaśniło i Wiercipiętek siedział w całości na dywanie, z dumą zaprezentował wszystkim to, czego szukał: plastikową wędkę. Znacie zabawę w łowienie rybek? Plastikowe rybki wychylają pyszczki, a ty musisz złapać wybraną. Wędka była mała, pomarańczowa, na końcu sznureczka wisiał malutki haczyk.


- Teraz chyba nie zamierzasz grać w rybki? -zapytała mama. - Idziemy do przedszkola. Wiercipiętek uśmiechnął się , a ja zobaczyłem w jego oczach figlarne chochliki. Wiedziałem, że ma plan.

- Teraz nie, potem.- odpowiedział Wiercipiętek, wstał i założył swój ulubiony kapelusz. Tak,wszyscy byli gotowi do wyjścia. 


Potem, znaczyło: po południu. Rodzice wrócili z pracy, a dzieci z przedszkola. Hania postanowiła narysować najpiękniejszy rysunek w swoim życiu. Codziennie rysowała jeden i miała tych najpiękniejszych pokaźny stosik w swoim prywatnym kąciku. Wiercipiętek znowu czegoś gorączkowo szukał. Wiercił się we wszystkie strony, aż zrolował się dywanik i Wiercipiętek wturlał się pod stolik. Tym razem jednak wszystko dobrze się skończyło: zero guzów, zero siniaków, jeden dobry pomysł, schowany w główce.

- Haniooo, gdzie są rybki? – Hania podskoczyła, bo Wiercipiętek niespodziewanie stanął nad nią z wędką.

- Nie wiem, ty ostatnio się nimi bawiłeś. Nie mam czasu szukać, rysuję. – odpowiedziała Hania wysuwając z powrotem język i marszcząc brwi. Właśnie kończyła chmurkę, która wesolutko przepływała nad ogrodem róż i tulipanów.

- Nie wiesz… - mruknął Wiercipiętek i cichutko wymknął się z pokoju. Na czworakach przemierzył przedpokój i wślizgnął się do łazienki. Cichutko, cichuteńko na paluszkach. Odkręcił kurek z gorącą wodą, pomyślał przez chwilkę i wdrapał się na pralkę. Z pralki łatwo dostać płyn do kąpieli. Hops i lecą w dół wesołe banieczki. Parę kropel, tyle nalewa mamusia, ale co to za zabawa, chlup i cała zawartość butelki już w wannie. Rybki będą miały uciechę – pomyślał Wiercipiętek i wyciągnął z kieszonki wędkę…

 Co się wydarzy? Przeczytacie w następnym odcinku!Tutaj