25 lutego 2013

Mama i jej skrzydła,cz.I



   Witajcie ponownie na mojej stronie. Zapraszam was do domku dwóch przesłodkich braci. Dzisiejsza historia ma niezwykły początek, ale jeszcze bardziej tajemnicze zakończenie.


Tutaj przerwę na chwilę moją opowieść. Bajkopisarz ma także swoje obowiązki, do moich należy m.in. podlewane czarodziejskich fasolek, które rosną sobie w czerwonych doniczkach i czekają na to, abym napisała o nich ciekawą historię. Dobrze, później wam ją opiszę. Na czym to skończyliśmy… a właśnie na niezwykłym początku.


Bobo i Starszak postanowili sprawdzić swoją mamę. Nie to, że jej nie ufali. Wręcz przeciwnie, kochali ją tak bardzo, że byli pewni, iż ich mama jest czarodziejką. Przecież tylko czarodziejki potrafią przygotować na śniadanie serowe myszki, łódeczki z jajek i sałaty, upiec naleśnikowego słonia, zrobić misia z zimowej rękawiczki, żonglować pomarańczami i opowiadać fascynujące historie, takie, po których człowiek marzy, marzy i marzy o dalekich podróżach lub krainie dinozaurów. Ale to co fascynowało chłopców najbardziej to były skrzydła mamy. O nie, powiecie, to niemożliwe. Cóż, moi kochani, w świecie bajek wszystko jest możliwe!


Skrzydła mamy były piękne. Zrobione z białych piór, większych niż łabędzie. Kiedy mama poruszała nimi ich szelest był delikatny i przyjemny dla uszu. Mama potrafiła je tak sprytnie chować, że w ciągu dnia nikt nie mógł się domyślić, że leżą sobie spokojnie pod jej bluzką. Kiedyś w sekrecie powiedziała Starszakowi, że jej skrzydła otwierają się tuż przed snem synka, aby spokojnie wszedł do krainy snów. Rzeczywiście Starszak tuż przed zaśnięciem czuł się spokojnie i bezpiecznie w ramionach mamy. Tak, na pewno jej skrzydła tuliły go do snu. 


Pewnego zwykłego wieczoru, wiecie takiego, kiedy umyliście już zęby, założyliście ulubioną piżamkę i wskoczyliście do mięciutkiej pościeli, czekając na słodkiego buziaka, mama Starszaka położyła się koło niego i tajemniczo uśmiechnęła.


Chcesz zobaczyć moje skrzydła? Zapytała niespodziewanie, a przy tym mrugnęła okiem. Wyglądała zupełnie jak mała dziewczynka, która chce coś spsocić. Starszak spojrzał na mamę z niepokojem, ale ona nadal wesoło się uśmiechała, więc odpowiedział bardzo spokojnie, choć czuł niepokój. Jasne mamo!

Dobrze, połóż się wygodnie i zamknij oczy. Policz wolno od 10 do 1,a potem je otwórz. Starszak zaczął liczyć. Nie mówiłam wam jeszcze, że był chłopcem bystrym i wytrwałym, więc liczenie dla niego w odwrotnej kolejności było czymś zupełnie prostym… od tego wszystkiego… zachciało mi się… spać. Dobrze, już wracam do opowieści. Kiedy otworzył oczy nie zobaczył mamy, lecz wspaniałą dżunglę. Nie zdziwił się zbytnio, przecież taką dżunglę widział w swojej ulubionej książce. Wstał z łóżka i ruszył na poszukiwanie mamy. cdn

Brak komentarzy: