Witajcie ponownie na mojej stronie. Zapraszam was do domku
dwóch przesłodkich braci. Dzisiejsza historia ma niezwykły początek, ale
jeszcze bardziej tajemnicze zakończenie.
Tutaj przerwę na chwilę moją opowieść. Bajkopisarz ma także
swoje obowiązki, do moich należy m.in. podlewane czarodziejskich fasolek, które
rosną sobie w czerwonych doniczkach i czekają na to, abym napisała o nich ciekawą
historię. Dobrze, później wam ją opiszę. Na czym to skończyliśmy… a właśnie na
niezwykłym początku.
Bobo i Starszak postanowili sprawdzić swoją mamę. Nie to, że
jej nie ufali. Wręcz przeciwnie, kochali ją tak bardzo, że byli pewni, iż ich
mama jest czarodziejką. Przecież tylko czarodziejki potrafią przygotować na
śniadanie serowe myszki, łódeczki z jajek i sałaty, upiec naleśnikowego słonia,
zrobić misia z zimowej rękawiczki, żonglować pomarańczami i opowiadać
fascynujące historie, takie, po których człowiek marzy, marzy i marzy o dalekich
podróżach lub krainie dinozaurów. Ale to co fascynowało chłopców najbardziej to
były skrzydła mamy. O nie, powiecie, to niemożliwe. Cóż, moi kochani, w świecie
bajek wszystko jest możliwe!
Skrzydła mamy były piękne. Zrobione z białych piór,
większych niż łabędzie. Kiedy mama poruszała nimi ich szelest był delikatny i
przyjemny dla uszu. Mama potrafiła je tak sprytnie chować, że w ciągu dnia
nikt nie mógł się domyślić, że leżą sobie spokojnie pod jej bluzką. Kiedyś w
sekrecie powiedziała Starszakowi, że jej skrzydła otwierają się tuż przed snem
synka, aby spokojnie wszedł do krainy snów. Rzeczywiście Starszak tuż przed
zaśnięciem czuł się spokojnie i bezpiecznie w ramionach mamy. Tak, na pewno jej
skrzydła tuliły go do snu.
Pewnego zwykłego wieczoru, wiecie takiego, kiedy umyliście
już zęby, założyliście ulubioną piżamkę i wskoczyliście do mięciutkiej
pościeli, czekając na słodkiego buziaka, mama Starszaka położyła się koło niego
i tajemniczo uśmiechnęła.
Chcesz zobaczyć moje skrzydła? Zapytała niespodziewanie, a
przy tym mrugnęła okiem. Wyglądała zupełnie jak mała dziewczynka, która chce
coś spsocić. Starszak spojrzał na mamę z niepokojem, ale ona nadal wesoło się
uśmiechała, więc odpowiedział bardzo spokojnie, choć czuł niepokój. Jasne mamo!
Dobrze, połóż się wygodnie i zamknij oczy. Policz wolno od
10 do 1,a potem je otwórz. Starszak zaczął liczyć. Nie mówiłam wam jeszcze, że
był chłopcem bystrym i wytrwałym, więc liczenie dla niego w odwrotnej
kolejności było czymś zupełnie prostym… od tego wszystkiego… zachciało mi się…
spać. Dobrze, już wracam do opowieści. Kiedy otworzył oczy nie zobaczył mamy,
lecz wspaniałą dżunglę. Nie zdziwił się zbytnio, przecież taką dżunglę widział
w swojej ulubionej książce. Wstał z łóżka i ruszył na poszukiwanie mamy. cdn


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz