26 lutego 2013

Lew Leon i kłopoty z zębami cz.II



   Pierwszym zwierzęciem, którego spotkał był lew. Bardzo miły lew, który oprócz szaleńczo poskręcanej grzywy posiadał jeden ogon, cztery nogi i ostre zęby. I właściwie przy nich powinnam się dłużej zatrzymać. Niestety, nie były one, że tak powiem, ideałem zębów czystych i zdrowych. Pan Leon miał przez nie same kłopoty. A to bolał go prawy kieł, wtedy zakrywał łapą oczy i zaszywał się w najdalszy koniec lasu, a to siekacze dokuczały mu tak, że porykiwał z bólu. 
W każdym razie nie miał łatwego życia z tymi swoimi zębami. Nie ukrywam, że pozostałe zwierzęta w lesie też nie miały łatwego życia z panem Leonem. Dżunglę wypełniały pełne bólu ryki, jęki i szlochy. Plotkowano nawet, że na pewno lew nie ma już żadnego zęba, ale wstydzi się do tego przyznać, więc udaje , że cierpi. Plotki mogą być naprawdę okrutne.

- Fitaamm ! – zawył pan Leon na widok Starszaka i zaraz dodał – Ojjojoj boolliiii!
- Co pan chwyta? - dopytywał się Starszak, bo nie zrozumiał powitania.
- Nie chwytam, tylko fitam - powtórzył lew niecierpliwie i zapominając na chwilę o bólu zapytał - Sgupiłeś się chłopczyku?
- Nie wiem jeszcze, właściwie to szukam swojej mamy. Może pan ją widział? Wysoka, z długimi ciemnymi włosami i… skrzydłami - dodał z wahaniem Starszak.
- A tak, fidziałem - powiedział bez cienia zdziwienia lew - Poleciała tam, w stronę Fyspy Cierpliwości… aaaa mój sąp – lew jęknął tak głośno, że z okolicznych drzew pospadały liście i parę rozespanych małpek
- Wyspa Cierpliwości? - Starszak zmarszczył brwi, nie słyszał dotąd tak dziwnej nazwy. Jednak lew zapomniał już o czym rozmawiali i zasłonił łapą oczy.

Jak mógłbym mu pomóc? Pomyślał Starszak i jego wzrok przykuła czerwona plama na tle zielonej trawy. Niemożliwe, zdążył pomyśleć i już wkładał ręce do swojego ulubionego plecaka, który stał oparty o pień drzewa. Wewnątrz znajdowały się różne rzeczy, a jedną z nich była szczoteczka do zębów. Niezwykła jak na szczoteczkę. Była większa od tej, którą mieli rodzice, miała dłuższe włoski, a na rączce widniał wizerunek lwa. Dokładnie pana Leona. Starszak był dzieckiem bystrym, więc w lot pojął, do czego może się przydać owa szczoteczka. I z tej radości zaczął podskakiwać na jednej nodze.

- Acha, mam, mam! – zawołał z triumfem i podbiegł do lwa –Proszę, oto rzecz, która ci pomoże
- To… coś? -zapytał z przekąsem lew.
- Tak, to szczoteczka do zębów. Czyść nią codziennie zęby, a już nigdy nie zabolą. Spróbuj!
Lew z niedowierzaniem chwycił szczoteczkę łapą i zaczął nią obracać na wszystkie strony. Wreszcie spróbował ugryźć, a potem włożył sobie odwrotnym końcem do pyska. Kręcił nią zapamiętale kółka.
- Hm, rzeczywiście pomaga – poruszył wąsami, jakby coś go tam łaskotało.
Starszak omal nie upadł ze śmiechu na trawę. Trzymając się za brzuch, wydusił
- Trzymaj odwrotnie, patrz, teraz tymi włoskami do zębów, w lewo i w prawo, z dołu i z góry - objaśniał, a lew tak się rozochocił, że nawet zaczął machać ogonem. Spomiędzy zębów wylatywały kamyczki i całkiem spore kamyki .

- Dziękuję, pomogłeś mi. – powiedział z ulgą pan Leon, kiedy wyczyścił zęby. – Dlatego i ja pomogę tobie. Zaprowadzę cię na Wyspę Cierpliwości. Odnajdziesz swoja skrzydlatą mamę. – dodał uroczyście i uśmiechnął się tajemniczo.
- Jestem silny i wytrwały przydam ci się
Straszak popatrzył na lwa przez chwilę, tak jakby w jego głowie zaczęła kiełkować jakaś myśl. A potem powiedział: Chodźmy. I poszli… cdn


Brak komentarzy: