Koń Konrad był naprawdę szybki. Starszak i pan Leon nie
mogli za nim nadążyć. Wreszcie wszyscy stanęli na plaży. Morze rozciągało się
turkusem, aż po horyzont, na którym majaczyła wyspa. Była dobrze widoczna,
dzięki latarni morskiej. Starszak rozglądał się wokół, a pan Leon i Konrad
szukali łódki.
- Piach i woda – mruknął lew. Nieostrożnie stanął tak blisko
brzegu, że fala zalała mu łapy. Prychnął i uciekł w głąb plaży.
- I co teraz robimy? – zapytał z zapałem koń, ale widząc
spuszczoną głowę Starszaka, zamilkł.
Kiedy patrzyli tak ze smutkiem w spienione fale, nagle
zauważyli delfina. Przepłynął właśnie obok nich i zgrabnie zanurkował.
Chwilkę potem wypłynął na powierzchnię tuż- tuż obok brzegu.
- Delfinie! – zawołali jednocześnie. Zwierzę przystanęło na
moment, wystawiło pyszczek i zniknęło pod wodą.
- Delfinie! Delfinie! – krzyczeli. Delfin udawał, że ich nie
widzi. Wreszcie Starszak krzyknął:
- Tutaj, jesteśmy tutaj, nie widzisz nas?
- Tutaj, to znaczy gdzie? – odpowiedział pytaniem na pytanie
delfin i zatrzymał się obok pana Leona, który wysuszywszy łapy, przyglądał się
malutkiej muszelce.
- Nikogo nie widzę. Żarty się was trzymają, kimkolwiek
jesteście. – zawołał delfin i zaczął oddalać się od brzegu.
- Zatrzymaj się, proszę! – Starszak rozpaczliwie wymachiwał
czerwonym plecakiem. Zwierzę zawróciło i podpłynęło do chłopca.
- Czekaj, jesteś cały czerwony. Jesteś krabem?
- Nie, jestem chłopcem. A to moi przyjaciele, pan Leon i
Konrad .
- Miło mi, Dobromił. Nie dostrzegam nikogo oprócz ciebie, mój
chłopcze o czerwonej twarzy. Coś takiego, nigdy nie widziałem chłopca z
czerwoną buzią. A widziałem już wiele.
Lew i koń spojrzeli na siebie, a pan Leon przewrócił oczami
na znak, że Dobromił plecie androny i trzy po trzy. Jednak Starszak… i tutaj muszę przerwać, moi kochani, bo moje
fasolki wołają, że ptaki to potomkowie dinozaurów i one się boją, że owi
potomkowie wydziobią im nasionka. I kto tu plecie trzy po trzy? Mam urwanie
głowy z nimi. Wracam do historii.
Jednak Starszak przypomniał sobie o czymś i sięgnął do plecaka.
Mam! Zawołał z radością. W prawej ręce trzymał okulary. Uchwyty połączone były
długim sznurkiem, w sam raz, aby objąć głowę delfina.
- Proszę, to dla ciebie. Wreszcie wyraźnie zobaczysz świat taki, jaki jest w rzeczywistości. – zwrócił
się do Dobromiła.
- Ja widzę świetnie, mój czerwony chłopcze. – odpowiedział
spokojnie delfin.
- Nie widzisz! –
powiedział lew
- Widzę doskonale!
- Nie widzisz! -
powiedział koń
- Widzę wyśmienicie! – zezłościł się delfin –Nie naśladuj
głosów innych zwierząt, bo mnie, nie zrobisz w konia. W tym momencie koń Konrad omal
nie parsknął śmiechem.
- Proszę, załóż je. – poprosił Starszak, pociągając nosem.
- W porządku, daj je, nie chcę, żebyś tutaj beczał. – ustąpił
Dobromił, bo miał dobre serce i nie lubił, jak ktoś płacze. Pozwolił sobie
założyć okulary. – Ty nie masz czerwonej twarzy! A wy kim jesteście? – krzyknął
i w tej samej sekundzie zrozumiał, jak bardzo do tej pory mylił się.
- Dziękuję, że mi pomogłeś. Rzeczywiście mam bardzo słaby
wzrok.
- Miałeś – poprawił go pan Leon.
- Racja. Pomogłeś mi, więc ja pomogę tobie. Przyda ci się
moje doświadczenie i gibkość.
- Zawieziesz nas na wyspę? Tam czeka na mnie mama. –
powiedział Starszak.
- Niestety, nie mogę was wszystkich zabrać, nie jestem tak
silny – odpowiedział ze smutkiem Dobromił.
- I co teraz zrobimy? – zapytał Konrad i popatrzył bezradnie
na lwa i Starszaka. cdn

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz