27 lutego 2013

Spotkanie z zagadkową zebrą cz.III


    Chodźmy. Powiedział Starszak, wziął swój czerwony plecak i skierował się w stronę ścieżki. Po paru minutach dróżka zniknęła i musieli przedzierać się prze gęstwinę roślin i lian. Starszak szybko się zmęczył i pan Leon zaprosił go na swój grzbiet. Nagle usłyszeli głos. Nie jestem zebrą, nie jestem zebrą! Krzyczało coś z oddali. Lew przyspieszył kroku i niebawem znaleźli się na kwitnącej polanie. Polana w środku dżungli, już słyszę wasze głosy. Niemożliwe? Tak, w realnym świecie nie, ale w bajkach wszystko jest możliwe, zapytajcie moich czarodziejskich fasolek. Słyszę jak się kłócą.  Uwierzcie, nie mam z nimi łatwego życia. Wracajmy do naszej opowieści.

Na polance pasła się zebra. Z daleka wydawała się zwykłą zebrą, z bliska była zebrą z rozczochraną, pozlepianą i poskręcaną grzywą. Nie miała zbyt szczęśliwej miny, oczywiście zebra, a nie grzywa. Kiedy lew i Starszak podeszli, nie zwróciła na nich najmniejszej uwagi i dalej skubała z powagą trawę.

- Cześć  – powiedzieli niezrażeni jej obojętnością.

- Nie jestem tym, za kogo mnie bierzecie  – niespodziewanie odparła zebra i wydęła wargi. Pan Leon i Starszak popatrzyli na siebie, a potem lew spytał.

-  A to ci zagadka. Wobec tego, kim jesteś, zebro?

- Właśnie! Oto mi chodzi! – wrzasnęła zebra, potrząsając grzywą, aż ta opadła jej na oczy i pozostała tam przez dobrą chwilę, pomimo usilnych starań właścicielki, aby wróciła na miejsce. Jednak ani dmuchanie, ani podważanie językiem, ani nawet mruganie nic nie pomagało. Rozczochrana grzywa nie drgnęła nawet o milimetr. Wreszcie zebra się poddała.

 – Nie jestem zebrą, jestem koniem - wysapała z rezygnacją.

I wtedy Starszak zobaczył, że jej sierść z bliska, jest tak dziwnie pozlepiana, że tworzy deseń, deseń z ciemnych i jasnych pasów. Jednak nie był to naturalny kolor  zwierzęcia, lecz wynik braku higieny.

- Rzeczywiście, nie jesteś zwyczajną zebrą – zgodził się Starszak.

- Nie jestem także zebrą niezwyczajną – powiedziała z wyższością zebra, a właściwie koń Konrad.

Niespodziewanie fiknął tylnymi nogami, aż grzywa odskoczyła do tyłu. – Mam drobne problemy z sierścią.

- Drobne? – prychnął lew – Kolego, masz za to wielki problem z grzywą. – i uśmiechnął się krzywo.

- Widziałeś moją mamę? – zapytał Starszak, żeby zmienić temat i odwrócić uwagę Konrada od ponurych myśli. – Wysoka,  ze skrzydłami.

- A tak widziałem –odparł oschle koń i zanurzył pysk w trawie. – Niezły z niej lotnik .

Starszak spojrzał na grzywę Konrada i nagle coś sobie przypomniał. Sięgnął do swojego plecaka i wyciągnął z niego znajomą rzecz, całkiem sporych rozmiarów, w sam raz dla konia. Kiedy przyjrzał się bliżej grzebieniowi, zobaczył malutki napis na rączce: magiczny. Ciekawe. Pomyślał, a głośno zwrócił się do konia.

- To ci pomoże. Twoja sierść i grzywa będą pięknie lśniły. Staniesz się tym, kim jesteś w rzeczywistości. Konrad uśmiechnął się niepewnie, ale bez słowa sprzeciwu pozwolił Starszakowi zbliżyć się do siebie  z grzebieniem. I nagle grzebyk wysunął się z ręki chłopca i sam zaczął czesać konia. Kiedy wszystko zostało uporządkowane na głowie i grzbiecie Konrada, magiczny przedmiot upadł na trawę. Acha, tak to działa. Pomyślał Starszak.

- Dziękuję za pomoc – odezwał się uprzejmie koń. – Szukasz swojej mamy, prawda? Pomogę ci chętnie. Moja pewność siebie i upór na pewno ci się przydadzą.

- To jest nas już trzech – powiedział pan Leon i mrugną do Starszaka, który zastanawiał się nad czymś. - Idziemy?

- Następny przystanek: morze, tam poleciała twoja mama! – odkrzyknął Konrad, który już galopował w stronę gęstwiny, a jego przepięknie lśniąca grzywa falowała na wietrze. cdn


Brak komentarzy: