Nagle Starszak zobaczył dokładnie wyspę. Pośrodku, na wzgórzu stała latarnia morska. Biało-czerwone pasy wyraźnie odcinały się na tle nieba.
- Wyspa Cierpliwości przed nami! – w tej samej chwili usłyszał krzyk Konrada.
Kiedy dopłynęli do jej brzegów, słońce pomarańczową smugą znaczyło horyzont. Zapadał zmierzch.
- Wkrótce będzie ciemno i nie znajdziemy drogi do latarni. – powiedział Starszak – Czy jej światło wystarczy, żeby oświetlić nam drogę?- zapytał delfina, który właśnie podpłynął, jak najbliżej brzegu. Chłopiec zeskoczył w morską pianę. Choć był przemoczony, nie czuł zimna. Zresztą jego piżamka była już prawie sucha. Bajkowy świat rządzi się innymi prawami niż rzeczywistość.
- Sam zobaczysz. – tajemniczo uśmiechnął się Dobromił. Po czym odwrócił się, machnął płetwą na pożegnanie i odpłynął od brzegu. Do zobaczenia! – krzyknął albo tak się tylko wydawało Starszakowi, potem zanurkował.
- Nie zdążyliśmy się pożegnać. – westchnął Konrad, który wylądował obok Starszaka.
- Mam nadzieję, że się spotkamy. – dodał z żalem chłopiec .Smutek rozlał się w jego gardle i w okolicach serca. Policzki paliły go nieznośnie, więc, żeby zapomnieć o tym uczuciu zapytał: A gdzie jest pan Leon? Rzeczywiście lwa nie było na plaży.
- Nad tobą.
Pan Leon właśnie brał rozpęd, aby wykonać po raz dziesiąty powietrzną spiralę.
- Odkrył swoje przeznaczenie. – zaśmiał się koń – Latający lew całkiem dobrze brzmi… kto by pomyślał…
Starszak pokiwał głową i zawołał:
- Panie Leonie jest pan mistrzem akrobacji powietrznych!
-Wiem!- odkrzyknął lew i wylądował o krok od przyjaciół. – Zmęczyłem się. –wysapał. Po chwili zamienił się już w zwykłego lwa, a pegaz w zwykłego konia.
- Szkoda! – powiedzieli wszyscy równocześnie.
Patrzcie tam jest ścieżka, a za nią las. Może uda się nam dojść do latarni morskiej przed nocą. Tęsknię za mamą. – stwierdził Starszak, czując jak policzki znowu go pieką.
Kto jest dzielny i odważny?
Ty!
Kto jest mądry i uważny?
Ty!
Kto wytrwały i pomocny?
Ty!
Chodź więc z nami póki czas,
Czeka na nas Księżycowy Las.

Nad ich głowami przeleciało stadko rozśpiewanych kolorowych papug. Przyjaciele pobiegli za nimi. Kiedy weszli do lasu ptaki zniknęły. Było tam tak jasno, że na początku musieli zmrużyć oczy. Drzewa zamiast liści miały księżyce, które oświetlały dróżkę. Ścieżek było coraz więcej i więcej, im bardziej zagłębiali się w las tym więcej rozwidleń, skrzyżowań, ślepych dróg pojawiało się przed nimi.
Nigdy nie dotrzemy do latarni. Zgubiliśmy drogę.- powiedział Starszak i zmęczony usiadł na ziemi. cdn
- Wyspa Cierpliwości przed nami! – w tej samej chwili usłyszał krzyk Konrada.
Kiedy dopłynęli do jej brzegów, słońce pomarańczową smugą znaczyło horyzont. Zapadał zmierzch.
- Wkrótce będzie ciemno i nie znajdziemy drogi do latarni. – powiedział Starszak – Czy jej światło wystarczy, żeby oświetlić nam drogę?- zapytał delfina, który właśnie podpłynął, jak najbliżej brzegu. Chłopiec zeskoczył w morską pianę. Choć był przemoczony, nie czuł zimna. Zresztą jego piżamka była już prawie sucha. Bajkowy świat rządzi się innymi prawami niż rzeczywistość.
- Sam zobaczysz. – tajemniczo uśmiechnął się Dobromił. Po czym odwrócił się, machnął płetwą na pożegnanie i odpłynął od brzegu. Do zobaczenia! – krzyknął albo tak się tylko wydawało Starszakowi, potem zanurkował.
- Nie zdążyliśmy się pożegnać. – westchnął Konrad, który wylądował obok Starszaka.
- Mam nadzieję, że się spotkamy. – dodał z żalem chłopiec .Smutek rozlał się w jego gardle i w okolicach serca. Policzki paliły go nieznośnie, więc, żeby zapomnieć o tym uczuciu zapytał: A gdzie jest pan Leon? Rzeczywiście lwa nie było na plaży.
- Nad tobą.
Pan Leon właśnie brał rozpęd, aby wykonać po raz dziesiąty powietrzną spiralę.
- Odkrył swoje przeznaczenie. – zaśmiał się koń – Latający lew całkiem dobrze brzmi… kto by pomyślał…
Starszak pokiwał głową i zawołał:
- Panie Leonie jest pan mistrzem akrobacji powietrznych!
-Wiem!- odkrzyknął lew i wylądował o krok od przyjaciół. – Zmęczyłem się. –wysapał. Po chwili zamienił się już w zwykłego lwa, a pegaz w zwykłego konia.
- Szkoda! – powiedzieli wszyscy równocześnie.
Patrzcie tam jest ścieżka, a za nią las. Może uda się nam dojść do latarni morskiej przed nocą. Tęsknię za mamą. – stwierdził Starszak, czując jak policzki znowu go pieką.
Kto jest dzielny i odważny?
Ty!
Kto jest mądry i uważny?
Ty!
Kto wytrwały i pomocny?
Ty!
Chodź więc z nami póki czas,
Czeka na nas Księżycowy Las.

Nad ich głowami przeleciało stadko rozśpiewanych kolorowych papug. Przyjaciele pobiegli za nimi. Kiedy weszli do lasu ptaki zniknęły. Było tam tak jasno, że na początku musieli zmrużyć oczy. Drzewa zamiast liści miały księżyce, które oświetlały dróżkę. Ścieżek było coraz więcej i więcej, im bardziej zagłębiali się w las tym więcej rozwidleń, skrzyżowań, ślepych dróg pojawiało się przed nimi.
Nigdy nie dotrzemy do latarni. Zgubiliśmy drogę.- powiedział Starszak i zmęczony usiadł na ziemi. cdn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz