5 marca 2013

Przeprawa i dlaczego, nie pojawiły się syreny cz.V



- I co teraz zrobimy? – zapytał Konrad i popatrzył bezradnie na lwa i Starszaka.
- Mogę zabrać tylko jednego z was. – powtórzył Dobromił i uderzył płetwą ogonową na znak, że nie cofnie decyzji, nawet jeśli któremuś z przyjaciół przyszłoby do głowy namawiać go do zmiany zdania.
Konrad nerwowo przestępował z nogi na nogę, a że miał ich cztery w pewnej chwili potknął się, potrącając plecak. Z wnętrza wypadły dwie jednakowe buteleczki, zrobione z przezroczystego szkła. Każda z nich była zatkana drewnianym korkiem, na każdej widniała karteczka, a wewnątrz każdej przelewał się zielonkawy płyn.

- Och, żebym tylko nie musiał tego pić – kwaśno stwierdził lew, który nie znosił nowych smaków. Najchętniej jadłby sztukę mięsa o każdej porze dnia i nocy. Nie dla niego były kulinarne nowości. Starszak schylił się, aby podnieść pobrudzone piaskiem buteleczki, przetarł dłonią karteczkę pierwszej z nich i przeczytał: Rozwiąż rebus. Pod spodem widniał zagadkowy rysunek.
- Rozwiążmy rebusy. Na pewno są tam ważne wskazówki. – powiedział głośno Starszak.

Wszyscy pochylili się nad rysunkami. Chłopiec zastanawiał się nad zagadką z kotem i igłą, a Dobromił od razu rozwiązał rebus z lasem i szklanką wody. Nie jest to dziwne kochani, przecież delfiny są bardzo mądrymi zwierzętami. Podobno uwielbiają psocić, jak małe dzieci.
Rozwiązanie brzmiało:  


DLA KONIA i DLA LWA.

- I wszystko jasne, będę musiał wypić ten trawiasty płyn. – zmarszczył nos Pan Leon – Chyba, że Dobromił się pomylił… – dodał z nadzieją w głosie.
- Pierwsze spróbuj, a potem oceniaj! – powiedział obrażony delfin, a Konrad puścił do Starszaka oko. Określenie trawiasty bardzo się mu spodobało.
- Wypiję pod warunkiem, że pierwszy skosztuje tych pyszności Konrad. – zamruczał lew.
-Jasne! – zgodził się koń. Starszak przystawił buteleczkę do warg Konrada, a ten schwycił ją zręcznie i przechylił. Nagle z jego grzbietu zaczęły wyrastać skrzydła, sierść stała się śnieżnobiała, a grzywa zalśniła niczym złoto. Zmienił się w pegaza. Rozwinął skrzydła i za łatwością uniósł się w powietrze.
- No nie, tylko tego brakowało, żebym stał się latającym lwem! – krzyknął pan Leon – To nie dla mnie, mam lęk wysokości!
- A pływać umiesz? – zapytał z troską delfin.
- Dobrze, już piję! – przestraszył się pan Leon, bo wody bał się bardziej niż latania, był przecież kotem. Chwycił buteleczkę, polizał językiem korek, a potem ujął go w zęby i szarpnął. Korek odskoczył. Lew zatkał łapą nos ,zamknął oczy, wstrzymał oddech i wypił zawartość. Kiedy przełknął ostatnią kroplę, poczuł mrowienie w łapach. Przednie nogi zamieniły się w orle skrzydła, a tylne w orle szpony. Stał się gryfem.
- W górę kolego, pokaż co potrafisz! – zachęcał koń. Lew rozłożył skrzydła  i poszybował wysoko ponad plażą.
- Cudownie! – zawołał. Czuł niesamowity przypływ energii i siły.

- Płyńmy! Nie mamy czasu do stracenia… już prawie wieczór - zauważył delfin - Pewnie twoja mama czeka. Wskakuj na mój grzbiet. – zwrócił się do Straszaka. Chłopiec wziął czerwony plecak i zanurzył się w morzu. Delfin cierpliwie patrzył na podpływającego chłopca.
 - Ruszamy, trzymaj się mocno – powiedział Dobromił, a potem spojrzał na niebo, gdzie pegaz i gryf śmigali beczki i robili korkociągi.
- Są wspaniali. – szepnął Starszak, podnosząc wzrok w tę stronę, w którą spoglądał delfin.
- Fakt. Lepiej jednak ,żeby nie stracili mnie z oczu. Trzymajmy się szlaku delfinów.

Teraz muszę się wam do czegoś przyznać. W tym miejscu miały pojawić się syreny, ale fasolki odradziły mi wprowadzenie ich do naszej opowieści. Podobno, kiedyś miały ze sobą na pieńku tzn. syreny i fasolki pokłóciły się o coś bardzo ważnego, a teraz nie pamiętają o co. Stanęło na tym, że o syrenach nie wspomnę. Przeprawa przez morze szlakiem delfinów odbędzie się szybko i bezpiecznie. Wyspo witaj!  cdn

Brak komentarzy: