- I co teraz zrobimy? – zapytał Konrad i popatrzył bezradnie
na lwa i Starszaka.
- Mogę zabrać tylko jednego z was. – powtórzył Dobromił i
uderzył płetwą ogonową na znak, że nie cofnie decyzji, nawet jeśli któremuś z
przyjaciół przyszłoby do głowy namawiać go do zmiany zdania.
Konrad nerwowo przestępował z nogi na nogę, a że miał ich
cztery w pewnej chwili potknął się, potrącając plecak. Z wnętrza wypadły
dwie jednakowe buteleczki, zrobione z przezroczystego szkła. Każda z nich była
zatkana drewnianym korkiem, na każdej widniała karteczka, a wewnątrz każdej
przelewał się zielonkawy płyn.
- Och, żebym tylko nie musiał tego pić – kwaśno stwierdził
lew, który nie znosił nowych smaków. Najchętniej jadłby sztukę mięsa o każdej
porze dnia i nocy. Nie dla niego były kulinarne nowości. Starszak schylił się,
aby podnieść pobrudzone piaskiem buteleczki, przetarł dłonią karteczkę
pierwszej z nich i przeczytał: Rozwiąż rebus. Pod spodem widniał zagadkowy
rysunek.
- Rozwiążmy rebusy. Na pewno są tam ważne wskazówki. –
powiedział głośno Starszak.
Wszyscy pochylili się nad rysunkami. Chłopiec zastanawiał
się nad zagadką z kotem i igłą, a Dobromił od razu rozwiązał rebus z lasem i
szklanką wody. Nie jest to dziwne kochani, przecież delfiny są bardzo mądrymi
zwierzętami. Podobno uwielbiają psocić, jak małe dzieci.
Rozwiązanie brzmiało:
DLA KONIA i DLA LWA.
- I wszystko jasne, będę musiał wypić ten trawiasty płyn. –
zmarszczył nos Pan Leon – Chyba, że Dobromił się pomylił… – dodał z nadzieją w
głosie.
- Pierwsze spróbuj, a potem oceniaj! – powiedział obrażony
delfin, a Konrad puścił do Starszaka oko. Określenie trawiasty bardzo się mu
spodobało.
- Wypiję pod warunkiem, że pierwszy skosztuje tych pyszności
Konrad. – zamruczał lew.
-Jasne! – zgodził się koń. Starszak przystawił buteleczkę do
warg Konrada, a ten schwycił ją zręcznie i przechylił. Nagle z jego grzbietu
zaczęły wyrastać skrzydła, sierść stała się śnieżnobiała, a grzywa zalśniła
niczym złoto. Zmienił się w pegaza. Rozwinął skrzydła i za łatwością uniósł się
w powietrze.
- No nie, tylko tego brakowało, żebym stał się latającym
lwem! – krzyknął pan Leon – To nie dla mnie, mam lęk wysokości!
- A pływać umiesz? – zapytał z troską delfin.
- Dobrze, już piję! – przestraszył się pan Leon, bo wody bał
się bardziej niż latania, był przecież kotem. Chwycił buteleczkę, polizał
językiem korek, a potem ujął go w zęby i szarpnął. Korek odskoczył. Lew zatkał
łapą nos ,zamknął oczy, wstrzymał oddech i wypił zawartość. Kiedy przełknął
ostatnią kroplę, poczuł mrowienie w łapach. Przednie nogi zamieniły się w orle
skrzydła, a tylne w orle szpony. Stał się gryfem.
- W górę kolego, pokaż co potrafisz! – zachęcał koń. Lew
rozłożył skrzydła i poszybował wysoko
ponad plażą.
- Cudownie! – zawołał. Czuł niesamowity przypływ energii i
siły.
- Płyńmy! Nie mamy czasu do stracenia… już prawie wieczór - zauważył
delfin - Pewnie twoja mama czeka. Wskakuj na mój grzbiet. – zwrócił się do
Straszaka. Chłopiec wziął czerwony plecak i zanurzył się w morzu. Delfin
cierpliwie patrzył na podpływającego chłopca.
- Ruszamy, trzymaj
się mocno – powiedział Dobromił, a potem spojrzał na niebo, gdzie pegaz i gryf śmigali
beczki i robili korkociągi.
- Są wspaniali. – szepnął Starszak, podnosząc wzrok w tę
stronę, w którą spoglądał delfin.
- Fakt. Lepiej jednak ,żeby nie stracili mnie z oczu.
Trzymajmy się szlaku delfinów.
Teraz muszę się wam do czegoś przyznać. W tym miejscu miały
pojawić się syreny, ale fasolki odradziły mi wprowadzenie ich do naszej
opowieści. Podobno, kiedyś miały ze sobą na pieńku tzn. syreny i fasolki
pokłóciły się o coś bardzo ważnego, a teraz nie pamiętają o co. Stanęło na tym,
że o syrenach nie wspomnę. Przeprawa przez morze szlakiem delfinów odbędzie się
szybko i bezpiecznie. Wyspo witaj! cdn



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz