11 marca 2013

Niespodziewana pomoc cz.VII


    Starszak siedział zamyślony pod księżycowym drzewem. Żaden pomysł nie przychodził do jego bystrej główki. Wiecie, jak to bywa, kochani. Skupiacie się nad jakimś problemem, a tu żadna pomocna myśl nie pojawia się w waszym umyśle. Im bardziej się staracie coś wymyślić, tym bardziej wasze pomysły rozbiegają się we wszystkie strony, niczym owieczki na pastwisku na widok psa. Nie próbujcie ich łapać, bo i tak uciekną. Pozwólcie im płynąć w waszej głowie… A teraz wracajmy do naszej opowieści!

- Szkoda, że już nie mamy skrzydeł. – westchnął Konrad. – Moglibyśmy wzbić się w powietrze i stamtąd zobaczyć drogę. Pan Leon z uśmiechem spojrzał w niebo. Marzył. A wiecie o czym? Ten kto latał, zawsze będzie pragnął to powtórzyć. A wtedy nic ani nikt nie stanie mu na przeszkodzie.

- Sprawdźmy, co mamy jeszcze w plecaku. – powiedział lew, sięgając łapą do środka. - Niestety jest pusty!
- To niemożliwe! –wyrwało się koniowi. – Musi coś tam być. Sprawdź dobrze!
- Nie ma, koniec i kropka, basta i pasta, zero i nulla. – zrymował lew. Wszyscy umilkli.

- Gdzie jest właściwa droga? W którą stronę pójść? – zapytał głośno Starszak, chociaż był pewny, że przyjaciele tego nie wiedzą.
- Głowa do góry! – zawołał nad wyraz radośnie lew.
- Zawsze jest jakieś wyjście! – dodał równie rozradowany koń. – Może byśmy tak… ech, nie to!
- Możemy jednak tak… hm nieważne. – wtrącił pan Leon.
Siedzieli tak dobrą chwilę, sapiąc, mrucząc, wykrzykując, a czasem nawet podskakując na czterech, dwóch lub jednej nodze. Nadal jednak nie wiedzieli, jak dostaną się do latarni.

Niespodziewanie nad ich głowami pojawiła się papuga. Jedna z tych, które śpiewały piosenkę, kiedy stali na plaży. Jej tęczowe piórka lśniły w świetle księżyca. W łapkach trzymała pudełeczko. Siadła na najniższej gałązce tuż nad głową Starszaka i zaskrzeczała:
- Twoja mama mnie przysyła i mówi: to wam pomoże. – zrzuciła pudełeczko pod nogi Starszaka i odleciała.
- Widziałaś moją mamę? – zawołał za nią chłopiec, ale papuga była już tylko barwnym punkcikiem na tle nieba.
Wszyscy pochylili się nad podarunkiem. Lew strącił pokrywkę łapą. W środku znajdowały się puzzle. Dokładnie 100 kawałeczków uporządkowanych w cztery stosiki.
- Ciekawe, kto to ułoży? – zapytał zdumiony Konrad, który nie znał się na puzzlach, układankach i zagadkach.
- Ja! – ucieszył się Starszak, bo w przeciwieństwie do konia uwielbiał układać puzzle. – Jestem mistrzem w tej dziedzinie! Mama zawsze tak mówi. – dodał z dumą.

Ostrożnie zaczął wyciągać kawałki łamigłówki, układał je w rzędy, a potem dopasowywał je do siebie.
- Idzie ci całkiem zgrabnie – powiedział lew z podziwem.
Powoli zaczął wyłaniać się obrazek latarni i napis. Kiedy Starszak skończył układać, przeczytał go na głos: 



                        Wypatrujcie papug, słuchając ich śpiewu. One zaprowadzą was do celu.


W tym momencie usłyszeli śpiew. Skrzeczący głos papugi zmienił się w chór przyjemnych dla ucha dźwięków. Ruszyli za szeptami. W oddali migały kolorowe ogony ptaków. Wskazywały im drogę wśród świecących drzew. Wreszcie ujrzeli latarnię morską. Stała na wzgórzu. Stadko ptaków zniknęło. Wdrapali się tuż pod same drzwi. Z okien sączyło się światło. Zdecydowanie ktoś tam był. Przyjaciele spojrzeli na siebie. Starszak nacisnął klamkę, ale drzwi okazały się zamknięte. Zaczęli więc stukać, pukać i łomotać w drzwi. Nikt nie odpowiadał.

- Przydałby się klucz – zauważył nieśmiało Konrad. Stali tak pod drzwiami, zastanawiając się, skąd go wziąć. cdn

Brak komentarzy: