8 września 2013

Wierszyk o słoniku, który nie lubił chodzić do przedszkola


Przedszkolne boje Słonika Słonimskiego



Przy ulicy Leśnej
W małym mieście
Mieszkał Słonik Słonimski,

który

Nie lubił chodzić do przedszkola,
Choć to dla niego była idealna pora.

Codziennie
Ociągał się ze wstawaniem,
Gubił specjalnie swoje ubranie,
Buty chował w swoim piórniku,
A miał tych butów chyba bez liku.
Czasem, mówię wam to w sekrecie,
Zawijał trąbę w ogromny precel,
A tatuś z mamą musieli rankiem
Rozwijać go tuż przed śniadankiem,
Trudzić się przy tym niesłychanie,
Kiedy na stole stygło śniadanie.

Wreszcie już wszyscy byli ubrani,
Przygotowani, odpreclowani...
Nagle słonik zaczyna płakać,
aż w zegarze kukułka mała,
która trąbienia strasznie się bała
zaczęła gdakać.
Na czym polega twoja niedola?
Nie idę do przedszkola!
Bo nie chcę pokazać trąby,
Bo mam sweterek w romby,
Jest tam za dużo innych zwierzaków,
Nie ma tam miejsca dla nieboraków,
Którzy są wielcy i słoniowaci,
Którzy nie mają w przedszkolu braci,
Mama po mnie nigdy nie wróci,
I nie chcę wcale z nikim się kłócić,
Lecz nie przekroczę przedszkola bram,
W domu zostanę dziś sobie sam!


Kiedy z przedszkola nasz słonik wrócił,
Od progu te słowa rzucił:


Dzisiaj na pewno najlepszy dzień miałem,
Bo sobie radę ze wszystkim dałem,
Jedzonko pyszne, zjadłem dokładkę,
Odkryłem także świetną zabawkę,
I chociaż troszkę się przecież bałem,
Wspaniała panią tuż obok miałem…
I tak wciąż mówił i nie narzekał
Ten słonik z bajki, co zawsze z wyjściem
Do przedszkola zwlekał.