Cześć, nazywam się Oluś, tak mówią do mnie rodzice albo Aleksander, tak mówią do mnie panie przedszkolanki, albo Ojo, tak woła do mnie moja młodsza siostra Lenka.Mieszkam z mamą i tatą w bloku na piątym piętrze w dużym mieście we Włoszech.W Polsce zostawiłem dziadków, babcię Milę i dziadka Misia. Tęsknię za nimi.
Brakuje mi działki dziadka. Nazwałem ją tęczową, bo rosną na niej warzywa we wszystkich kolorach tęczy. Nie wierzycie? To posłuchajcie mojej historii.
Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu. Myślę, że wtedy, gdy skończyła się wiosna i rozpoczęło lato.Zaczęliśmy od dziadków dostawać regularnie paczki. Przesyłki kryły warzywa wyhodowane przez dziadka Misia. Każdego tygodnia przychodziła jedna paczka, a było ich siedem, dokładnie tyle, ile kolorów ma tęcza: paczka czerwona, pomarańczowa, żółta, zielona, niebieska, indygo (ten trudny wyraz podpowiedział mi tata) i fioletowa. Nic w tym dziwnego? Pewnie, ale warzywa ukryte w przesyłkach były niezwykłe. Tęczowe przesyłki to nie byle co!
Tego dnia znowu w przedszkolu były pomidory.Dokładnie makaron z sosem pomidorowym.Nie lubię go nic a nic, piecze potem cała buzia, a szczególnie wargi.Miałem serdecznie dość.Cały tydzień te okropne pomidory za mną chodziły:śniadanie kanapki z pomidorami, obiad makaron z pomidorami lub ryż z pomidorowym sosem,podwieczorek sok pomidorowy.Na szczęście mama,wielbicielka soku, nie kazała mi go wypić.Sama pochłonęła dwie szklaneczki.Mój tata także chętnie popijał przez słomkę pomidorową wodę, brr, okropność.
- Cześć
wnusiu!- rzekła wesoło- lubisz pomidory? I nie czekając na odpowiedź dodała-Bo
my z dziadkiem mamy dla ciebie specjalną pomidorową przesyłkę.
- Babciu nie znoszę
pomidorów!- prawie się rozpłakałem. W słuchawce zaległa cisza, a potem
usłyszałem, daję wam słowo, cichy chichot babci
i dziadka. Tego było jak dla mnie za wiele! – Nie lubię pomidorów.-powtórzyłem
zbyt głośno.
- O, jaka
szkoda, bo paczka już wysłana. Będzie u was jutro! – powiedziała babcia i
dziwnym tonem dodała, zniżając głos.- - Ta odmiana na pewno ci zasmakuje…
Ciągły
dźwięk w słuchawce oznaczał, że babcia się rozłączyła. Westchnąłem cichutko,
ale na tyle głośno, że moja mama usłyszała.
- Olusiu,
czemu jesteś taki smutny?- zapytała i dotknęła ręką mojego czoła.
- Babcia i
dziadek wysłali nam paczkę.-odpowiedziałem przygnębiony.
- Nie rozumiem, dlaczego cię to smuci?- zdziwiła się mama.
- Bo w paczce są pomidory!- krzyknąłem.
- Czy ktoś mówił, że w paczce są potwory?- zapytał tata, który niespodziewanie zjawił się w pokoju. Trzymał na rękach Lenkę, która zapiszczała z radości: Potwoly są cudne, chcem jednego potwola.
- Dostaniesz jutro wszystkie!- odpowiedziałem ze złością. Byłem zły na wszystkich. Odwróciłem się od zatroskanych twarzy rodziców i zdziwionej buzi Lenki. – Idę spać.
Nazajutrz wstałem bardzo wcześnie. Nie chciałem spóźnić się do przedszkola, a poza tym czułem się źle, po tym jak wczoraj się zachowałem. Trudno, pomyślałem, może te pomidory będą naprawdę smaczne.Popołudniu listonosz zapukał do drzwi. Tata właśnie śpiewał, wieszając pranie na balkonie, a mama z Lenką smacznie chrapały w fotelu.Świetnie.Mogłem sam zobaczyć, co zawiera przesyłka.
W paczce znajdowały się trzy pomidory. Nie były jednak czerwone, lecz niebieskie. Lśniły na dnie paczki. Och, ci dziadkowie, zawsze coś wymyślą! Ale jak smakują niebieskie pomidory i czy można je zjeść? Te pytania nie dawały mi spokoju. Postanowiłem spróbować jednego z nich. Wybrałem najmniejszego, zgodnie z zasadą im mniej tym lepiej na pierwszy raz. Polizałem niebieską skórkę. Zapach wydawał się przyjemny. Warzywo było miękkie i jędrne.
Ugryzłem wreszcie kawałek i nic. Ugryzłem następny, poczekałem parę chwil i dokończyłem jeść. Rzeczywiście ta odmiana niebieskich pomidorów była wyjątkowo słodka, łagodna i soczysta. Są pyszne, pomyślałem. I wtedy zmniejszyłem się. Stałem się tak malutki, że mogłem przecisnąć się przez dziurkę od klucza... cdn
