10 lutego 2014

Wiercipiętek piecze walentynkowe ciasteczka!



Wiercipiętek postanowił zrobić prezent wszystkim domownikom z okazji  zbliżających się walentynek. Usiadł sobie w kąciku błękitnego pokoju i zapatrzył się na pingwina ( o pingwinie,przeczytasz w pierwszej części). Niestety, nic nie przychodziło mu do główki. Wszystkie pomysły, jak na złość, omijały ją szerokim łukiem. 


Nagle poczuł smakowity zapach, który wydostawał się zza kuchennych drzwi. Mamusia i tatuś coś piekli, słychać było śmiechy i chichy, odgłos przestawianych garnków i pogwizdywanie taty. Wiercipiętek uśmiechnął się do pingwina, wstał i pobiegł do Hani, która z zapałem wycinała serduszka przy swoim biurku.


- Zrobię najlepsze walentynkowe ciasteczka. - rzekł dumnie i spojrzał na Hanię, a jego wzrok mówił: Mam plan!

- Ty umiesz czytać, a ja umiem zrobić to, co przeczytasz - dodał szybciutko. Julek był chłopcem bardzo bystrym i posiadał też pewien talent. Umiał zapamiętać tekst, który usłyszał raz lub dwa razy. Potem recytował go z pamięci bez żadnej pomyłki.   Hania nie zdążyła odpowiedzieć, bo zawołał- To jest tajemnica, pamiętaj!


I już go nie było. Hania pokręciła głową i wróciła do wycinania serduszek. Pewnie za chwilę zapomni o ciasteczkach - pomyślała. Jednak zanim dokończyła wycinać jeden brzeg papierowego cuda, Wiercipiętek wrócił, trzymając pod pachą książkę kucharską.


Otworzył na stronie, na której  znajdował się przepis.

- Czytaj! -powiedział do Hani

- Mówi się: Proszę, kochana Haniu. - odpowiedziała siostra, trochę zła, że jej przeszkadza.

- Proszę, kochana Haniu… czytaj!  – powtórzył Wiercipiętek i Hania wiedziała, że nie skończy wycinania, dopóki ten mały urwis, będzie siedział tuż obok.

- Prze piiii s na ciaaa s,cias ciasteeecz ka ciasteczka, czekoooo la do czekoladoooowe – przeczytała Hania.

A oto przepis, który możecie śmiało wykorzystać w walentynki:



Wiercipiętek także poznał cały przepis, a jego głowa wypełniła się czekoladowymi ciasteczkami. Nie mógł się doczekać walentynek.


Wreszcie nadszedł wyczekiwany dzień. Wiercipiętek został sam w kuchni. Wyciągnął wszystkie potrzebne składniki: dwa jajka, kakao, mąkę i dokładnie wydrążył w kostce masła dwie łyżki. Trochę zastanawiał się nad cukrem pudrem, a potem wsypał szklankę cukru i 3 łyżki sypkiego pudru mamy do miski, bo tyle było w puderniczce. Zamienił łyżeczkę proszku do pieczenia na całe opakowanie, aby ciasto na pewno się upiekło. Wreszcie szczyptę soli zastąpił klejem brokatowym. Po co sól do słodkich ciastek? Pomyślał Wiercipiętek, a klej, owszem, może się przydać, gdyby ciasto nie chciało się skleić. Na pewno klej z brokatem doda pięknego blasku ciastkom! Ciach! Wrzucił wszystko do miski, dokładnie zamieszał. 
Rzeczywiście klej spełnił swe zadanie, bo ciasto było błyszczące i zbite. Na koniec plastikowym nożem podzielił je na 4 części, z każdej uformował serduszko.


Zawołał mamę, tatę i Hanię, żeby pomogli mu nagrzać piekarnik i włożyć ciasteczka do pieca.

-Juleczku, sam je zrobiłeś?- dopytywała się zachwycona mama.

- Zuch chłopak - chwalił tata.

- Brawo! - dodała Hania, bo miała ochotę schrupać jedno pyszne Wiercipiętkowe ciasteczko. A sam Wiercipiętek pękał z dumy. Mamusia włączyła piec, włożyła blachę z ciastkami, nastawiła zegar.

Po 15 minutach po kuchni rozszedł się zapach… rodzice spojrzeli na siebie.

- Juleczku? - zapytała mama - Co dodałeś do tego wyśmienitego ciasta?


Wiercipiętek chętnie podał wszystkie składniki... Kiedy wspomniał o kleju brokatowym, stała się dziwna rzecz, mama, tata i Hania rzucili się do pieca. Otworzyli drzwiczki, a w środku czekało na nich wielkie, błyszczące, kapiące, ciastowate COŚ. Coś wypełniało szczelnie prawie całą półkę pieca i ciągle rosło. Tatuś szybko zamknął piec i powiedział:

- Zapraszamy z mamą na walentynkowy tort z malinami, który wczoraj upiekliśmy!